wtorek, 31 lipca 2012

Coctail Party - Czerwiec/Lipiec

from fffound
Efekt cocktail party - zjawisko to umożliwia skupienie się na jednym sygnale wyodrębnionym w środowisku akustycznym, przy zachowaniu możliwości odbioru pozostałych dźwięków pochodzących z wielu źródeł o różnej lokalizacji.

Rzeczy nieznane, lotne i uzależniające. Tym razem krótko, bo po prostu nie chcę mi się pisać, sorry.

Jefre Cantu - Ledesma - Faceless Kiss

Założyciel Root Strata kontynuuje swoją podróż wśród gitarowo-syntezatorowych połączeń i eksperymentów. Faceless Kiss to przypadek szczególnie przyjazny, bardzo melodyjny, shoegaze'owy, wydany przez Emerald Cocoon, micro-label z LA. 



Housekeeping - Daytona

Znalezione przypadkiem podczas przeszukiwań Bandcamp. Z ciekawości wpisałem sobie "sophisti", by znaleźć coś interesującego. Rezultat tych poszukiwań był raczej mizerny, bo wyświetlono niewiele ponad dziesięciu wykonawców. Wart posłuchania był tylko jeden: Housekeeping. To nowojorskie trio całkiem znośnie łączy w swojej muzyce elementy sophisti i dream popu. Obczajcie ich Possible Music, czyli potencjalne dźwięki, które mogą stworzyć przyszły koncertowy i studyjny szkielet tej grupy. 



DVVLLXNS - Litvny [EP]

DVVLLXNS to occult electronic project znanego z Barn Owl Jona Porrassa, będący wyrazem wdzięczności dla Isabelli Rossellini, która wcieliła się w postać Dorothy Vallens, w filmie Blue Velvet Davida Lyncha. 



Sea Pinks - Autumn Song

Na Dead Seas nie ma utworu, który przekroczyłby długość trzech minut. Album połyka się jednym tchem, a gitarowe melodie Neila Peela doskonale pasują do otaczającej nas aury. Fajne, niezobowiązujące indie granie.


Brothers in Law - Gray Days [EP]

Jakiś czas temu na blogu recenzowałem album Signs of a perfect disaster Sea Dweller z Włoch, który zresztą wystąpi w Polsce na festiwalu Spacefest w grudniu. Z Włoch pochodzi także trio Brothers in Law, mniej shoegaze'owe, ale też z ciekawymi piosenkami. 


Albino Groupie - Echo of the Eye

Jak tylko dostanę w swe ręce tę kasetę, to obiecuję dłuższy tekst. Na razie musi Wam wystarczyć zaledwie dwuminutowy sample. 




Former Bullies - Golden Chains

Oni są z Manchesteru. Grają indie rock. Grają go naprawdę dobrze.

http://formerbullies.tumblr.com/


Deep Magic - Ocean Breaths 1

Psychotropowe dźwięki z Los Angeles, czyli Deep Magic, czyli Alex Gray, czyli założyciel labelu Deep Tapes i członek Sun Araw i Dreamcolour.

http://deeptapes.com/


I NA KONIEC 

Stephane Collaro - Cocoboy

niedziela, 29 lipca 2012

Rozgrzewka


Daniel Rossen - Silent Hour/Golden Mile 
Warp Records 
2012

Po tej EP-ce nikt już chyba nie będzie miał złudzeń i wątpliwości, że Grizzly Bear to przede wszystkim Daniel Rossen (wystarczy rzut oka na najpopularniejszy komentarz pod Silent Song na Youtube, by stwierdzić, że tak jest naprawdę). Sam Rossen wyrasta na jednego z najlepszych współczesnych songwriterów, w każdym ze swych zespołów, czy to Grizzly Bear czy Department of Eagles, demonstrując nieprzeciętne zdolności kompozytorskie. Nie inaczej jest na Silent Hour/Golden Mile, pięcioutworowej EP-ce, wydanej przez Rossena na własne konto, odświeżającej, niosącej nowe siły po twórczym wypaleniu jakie nastąpiło po trasie promującej Veckatimest, do czego ten przyznał się w rozmowie z Pitchforkiem, dając wyraz w otwierającym Up on High (In this big, empty room/Finally feel free). Właściwie każda piosenka z tej płyty mogłaby się, bez żadnych kompleksów, znaleźć na wydawnictwie dwóch wyżej wymienionych grup, co niektórym malkontentom daje oręż do hejtowania. Bronią się jednak same kompozycje. Tchnące duchowością Saint Nothing z tak charakterystyczną dla Rossena partią pianina, przywołującą dokonania macierzystego zespołu i Thoma Yorke'a, zwiewne, przebojowe i beatles'owskie Silent Song czy gorzkie i mroczne Golden Mile - to piękne utwory, a całość stanowi idealną rozgrzewkę przed Shields, którego premiera za niecałe dwa miesiące. 

Ocena: -8/10

wtorek, 24 lipca 2012

Nie tylko Grimes...

Kanadyjska oficyna Arbutus Records, oprócz posiadania w swoich szeregach niewątpliwej gwiazdy, jaką stała się Claire Boucher po wydaniu albumu Visions (nominowanego do nagrody Polaris), ma także niemniej uzdolnione postaci. O dwóch takich, co z Kanady przybywają, poniżej. 


TOPS - Tender Opposites
2012

TOPS nie ma nic wspólnego z brytyjskim zespołem The Tops, działającym krótko w latach 70. Kanadyjski zespół to mieszanka doświadczeń i wpływów, bo jego członkowie mają za sobą lata spędzone w innych grupach, m.in. Silly Kissers, Sugar Boys etc. Tender Opposites brzmi jak zapomniany soft-rockowy album z lat 80., w którym zmieściło się "coś" z wygasającej powoli mody na new romantic i zauroczenie płytą Tango in the Night. Są chwytliwe melodie i gitary, romantyczno-nostalgiczne klawisze oraz charakterystyczny wokal Jane Penny. Kompozycje brną powoli do przodu - rozmarzone Rings of Saturn czy Double Vision są tego najlepszym przykładem. Niezwykle obiecujący debiut, trzeba mieć ich na oku. 




Sean Nicholas Savage - Flamingo
2011

Ten Pan powinien być dobrze znany wszystkim, którzy odwiedzają tego bloga częściej niż raz w roku, bo w przeszłości coś tam o nim wspominaliśmy. Flamingo to trzecie wydawnictwo jakie Savage wydał w 2011 roku. Ten ekscentryk na przestrzeni trzech lat opublikował dziewięć albumów, z których żaden nie spadł poniżej pewnego poziomu. Porównania do Ariel Pinka są jak najbardziej na miejscu, tyle że Savage oprócz oczywistych, popowych inklinacji wplata do swojej muzyki także pierwiastki folku, country i lat 70. Flamingo, najbardziej chilloutowa kaseta w jego dyskografii, zachwyca kapitalnymi melodiami. Chin Chin to absolutny majstersztyk, klawisze w My Chances non stop przywodzą mi na myśl dźwięki z Deception The Colourfield. Kanadyjczyk po prostu sypie przebojami jak asami z rękawa. Nie wiem ile jeszcze wydawnictw Savage wytrzyma w takiej konwencji, ale moim zdaniem to tylko kwestia czasu, kiedy przejdzie do większej wytwórni. Wiemy doskonale, jaką eksplozję popularności osiągnął Pink po wydaniu Before Today w 4AD. Dziesiąty album przewidywany jest na koniec tego roku - nie mogę się doczekać!


czwartek, 19 lipca 2012

Na bezludnej wyspie


X.Y.R. - Robinson Crusoe (Lost Soundtrack)
2012

"Zaledwie słoty minęły, a już wyspa przybrała się w szatę prześlicznej zieloności, lasy okryły się świeżym liściem, łąki świeżymi trawami, powietrze nabrało balsamicznego zapachu, wezbrane strumienie powróciły do swych łożysk, a roje ptactwa znowu napełniły bór wesołym gwarem. I mnie też tęsknota opuściła, a na widok odradzającej się wiosny i dusza odżyła, i nadzieja wstąpiła w serce".

(Daniel Defoe, Przypadki Robinsona Kruzoe, Warszawa, 1990)

Książkę o najsłynniejszym rozbitku świata przeczytałem w podstawówce, więc od tamtego momentu minęło sporo czasu. W międzyczasie pojawili się nowi, współcześni rozbitkowie m.in. Chuck Noland czy większość załogi lotu 815, który rozbił się na tajemniczej wyspie pośrodku Pacyfiku. I nagle o Robinsonie Kruzoe przypominają mi Rosjanie, a właściwie to stojący za anonimowym projektem X.Y.R. kolektyw 2muchachos, dedykujący swą twórczość rosyjskim lasom, tajgom; członkowie którego jako inspiracje wymieniają  muzykę z radzieckich bajek, filmów i kreskówek itp. Robinson Crusoe (Lost Soundtrack), z dedykacją: those people to like to 'robinson' for a whileod pierwszych dźwięków obezwładnia słuchacza niezwykle ciepłym brzmieniem radzieckich syntezatorów Formanta, nieinwazyjnym field recordingiem i melodiami, które znamy z tegorocznych płyt Norma Chambersa (Panabrite) czy z ubiegłorocznej Science of the Sea. Bardzo relaksujące wydawnictwo, idealne do zabrania go ze sobą na samotne wycieczki, co więcej, bez żadnych wcześniejszych przesłanek w moją stronę, atakujące listę ulubionych tegorocznych płyt.

Ocena: +7/10

Tłusty Czwartek, czyli wzrost kalorii spowodowany poezją


NOCE I DNIE

Kupno, sprzedaż i inne końce świata,
cielęta i koty spragnione miłości.
Po czterdziestu latach nie wiemy więcej o sobie, 
niż co nam sprawia ból - cóż za kompromitująca wiedza!

Mógłbym użyć przenośni.
Pamiętam, używałem metafor.
Przestałem używać i jednych i drugich, 
życie to przeważnie trzęsące się ręce.

I pomimo to wstawać, myć się i tak dalej.
Bez żadnego powodu, czy to nie to jest bohaterstwem?
Bravery, heroism - w obcym języku nie ma takich określeń.
Niczego, co wypełnia szczelnie jak watolina.

Czy nie masz wrażenia, że to nas ratuje,
to naśladowanie filmów, czegoś, co nie istnieje?
Szukanie pięknych zdań, silenie się na uprzejmość.
Cielęta i ślepe koty spragnione miłości.

Czy w sercach naszych matek ukryte są nożyczki?
Czy w sercach naszych matek ukryte są róże?
Czy myślą o tym cielęta i ślepe koty?
I czy to nie one zwyciężają naprawdę?

(Bartosz Konstrat, Samochody i Krew, 2009, Ha!art)


Bartosz Konstrat - urodzony w Lublinie, polski poeta, wielbiciel fontann i ludzi pracujących na dachach. Zwycięzca IX edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina (w 2003 roku). Dotychczas wydano jego trzy książki poetyckie: 
  • thanatos jeans, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Tygiel Kultury, Łódź 2005
  • Traktaty Konstrata, Biblioteka Kwartalnika Kulturalnego Opcje, Katowice 2008
  • Samochody i krew, Korporacja Ha!art, Kraków 2009
Samochody i krew to historie codzienności, które wypełnione są krwią, miłością, śmiercią, zapachem skóry - całą paletą smaków i zapachów. Czytelnik może czytać te wiersze na dwa różne sposoby: w kolejności, którą proponuje spis treści (podzielenie na trzy rozdziały) albo po kolei, od pierwszej do ostatniej strony. Spotkałem się z twierdzeniem, że to poezja gejowska, ale czy poezja może przynależeć do jednej kategorii tudzież orientacji? Czy o miłości i jej pochodnych, o wszystkim co nas otacza, pośrednio i bezpośrednio dotyka, nie mają prawa mówić wszyscy? Czy poezja i miłość ma jedną, uwarunkowaną płeć? Czy poezja jest tylko kobietą czy tylko mężczyzną? A może poezja jest organizmem bezpłciowym lub też ubrana jest w kostium hermafrodyty? 

wtorek, 17 lipca 2012

Twin Shadow - Confess


Twin Shadow - Confess
4 AD
2012

Sama okładka Confess zwiastowała zmiany. Singiel Five Seconds tylko je potwierdził. George Lewis Jr stał się rockersem. Z rozmarzonego chłopca, który nie mógł się doczekać lata, przeistoczył się w dorosłego mężczyznę, szalejącego na motocyklu, niestroniącego od używek i podrywającego twoją dziewczynę - i jeszcze ściął wąsy! Muzyka też się zmieniła, niestety, na gorsze. Drugi album nie ma w sobie tego uroku, jaki posiadał Forget. Mniej tu muzycznej delikatności, melodie nie dorównują swoim poprzednikom. Produkowany przez samego Lewisa, Confess, w moim odczuciu, zatracił romantyczny posmak. Otwierający Golden Light to marna kopia pięknego Tyrant Destroyed, singiel Five Seconds, pomimo tego, że teledysk do niego premierę miał na Times Square, nie może stanąć w szranki chociażby z takim Slow. Szkoda, bo Forget był jednym z piękniejszych współczesnych albumów zaadresowanych do miłośników lat 80. jakie słyszałem w ciągu tych ostatnich dwóch lat. Lewis, zamiast budować utwory oparte o brzmienie syntezatorów, kładzie nacisk na gitarę (ehh, te punkowe korzenie), wstawiając do tego przerysowane, up-beatowe akcenty (nijakie Patient). Wszystko to prowadzi do sytuacji, iż Confess, pomimo nielicznych momentów (When the Movie's Over czy Beg for the Night), strasznie nudzi. Zamiast spędzać cztery godziny przed lustrem, układając kolejną nową fryzurę, Lewis, przez ten czas, powinien posłuchać sobie The Blue Nile. 

Ocena: - 6/10

Warto posłuchać: wspomnianych - When the Movie's Over, Beg for the Night The One

czwartek, 12 lipca 2012

Popsysze - Popstory



Popsysze - Popstory
Nasiono Records
2012

Istnieją cztery lata, ale dopiero teraz ukazuje się ich debiut. Dotychczas znani głównie z koncertów - czas najwyższy zmienić te przyzwyczajenia. Popsysze, trójmiejskie trio, to rock'n'rollowa bomba, która wybuchła tego lata. Większość utworów to właśnie takie dwu, trzyminutowe pop-rockowe strzały, przebojowe i melodyjne. Weźmy na przykład singlowe Drive Until You Stop, z gościnnym udziałem Karola Schwarza, z każdym kolejnym przesłuchaniem zyskującym przychylność słuchacza, w swoim koncepcie zwięzłe i celne, bez dodatkowych ozdób, brzmieniowo odwołujące się do lat 60. i 70. Jak wszystko na tej płycie. Piosenki na Popstory urzekają swoją surowością, i tylko czasami zdarza im się skręcić w stronę psychodelii, albo "zepsucia", tak jak w najlepszym na płycie She's A Pumpkin czy w zamykającym, improwizowanym Ali Song - i w końcu Bałtyk cuci nas z przeświadczenia, że nie jesteśmy na amerykańskiej pustyni. Z kolei Love In the Kitchen urzeka refrenem, Changing Apartments to wulkan energii, ultra-przebojowy i taneczny, podobnie jak zaśpiewany w języku polskim Rewolwer, ze świetną grą sekcji rytmicznej i hand clapami w tle. Popstory, czyli trzynaście utworów, które już dziś brzmią jak Popsyszowy "the best of", a przecież to początek...

Popstory do kupienia lub ściągnięcia na stronie Nasiono Records.






poniedziałek, 9 lipca 2012

Tame Impala powraca!


Nowy album moich australijskich ulubieńców ukaże się w październiku. Lonerism zostanie wydany przez Modular i będzie następcą znakomitego Innerspeaker. Na razie pierwszy muzyczny zapach z nowego dzieła. 

'Apocalypse Dreams' is the first taste, a gastronomic delight for the ears. It's got that beloved Tame Impala swagger with a fresh coat of paint.
First official single off the album will be 'Elephant' but till then keep in the Mayan frame of mind with 'Apocalypse Dreams', yours free for an email. If you've already signed up in the past, you won't be signed to anything else. You'll just get the track as nature intended.

Muzycy ruszają w trasę koncertową, która niestety i tym razem omija granice Polski. Nikt z dyrektorów popularnych letnich festiwali nie poszedł po rozum do głowy, i nie zaprosił Kevina Parkera i spółki. Such a shame...



Tame Impala - Lonerism. Coming October 2012.



Upcoming Tour Dates

July 28 - Splendour In The Grass Festival - Byron Bay, Australia
August 1 - Council Cluffs - Iowa w/ The Black Keys, USA
August 3 - Lollapalooza - Chicago, USA
August 5 - Osheaga Festival - Montreal, Canada
August 11 - Outside Lands Festival, San Francisco, USA
September 29 - Parklife Festival - Brisbane, Australia
September 30 - Parklife Festival - Sydney, Australia
October 1 - Parklife Festival - Perth, Australia
October 6 - Parklife Festival - Melbourne, Australia
October 7 - Parklife Festival - Adelaide, Australia
October 14 - Gebaude 9 - Cologne, Germany
October 15 - Bataclan - Paris, France
October 16 - Ancienne Belgique - Brussels, Belgium
October 17 - Gruenspan - Hamburg, Germany
October 18 - Rockefeller - Oslo, Norway
October 20 - Debaser - Stockholm, Sweden
October 22 - Vega - Copenhagen, Denmark
October 23 - Postbahnhof - Berlin, Germany
October 25 - Fluc - Vienna, Austria
October 26 - Magazzini Generali - Milan, Italy
October 27 - Les Docks - Lausanne, Switzerland
October 29 - Paradiso - Amsterdam, Netherlands
October 30 - Brixton Academy - London, UK
November 1 - Ritz - Manchester, UK
November 2 - Leadmill - Sheffield, UK
November 3 - ABC - Glasgow, UK



niedziela, 8 lipca 2012

Dom Miłości w Katowicach



Wybierając się na tegoroczny Off Festival ciągle słyszę podpowiedzi z prawej i z lewej strony, na co powinienem iść, a co omijać szerokim łukiem. Ja jednak wiem, że moją gwiazdą tegorocznej edycji katowickiej imprezy będzie The House of Love.

Which Creation band were the most hedonistic?

Oasis. By a mile. Primal Scream and House of Love were pretty bad. But you really don't know what Oasis were like …

Alan McGee, założyciel Creation Rec., Guardian

The House of Love to jeden z najważniejszych brytyjskich zespołów przełomu lat 80. i 90., w pewnym czasie wymieniany jako zespół mogący rywalizować ze "stadionowymi" sukcesami U2. I choć to porównanie wydaje się śmieszne, to w czasie, gdy ukazywały się pierwsze single i debiut zespołu, większość recenzentów była zgodna: The House of Love są i będą wielcy!

Za początek zespołu uważa się rok 1986, kiedy to Guy Chadwick, Brytyjczyk urodzony w Hanowerze, z twarzy przypominający Gordona Ramseya, w obskurnej kawalerce przy Allingham Street 8, w Islington, gra nową piosenkę dla swojej dziewczyny, Suzi Gibbons (ta piosenka to Christine, jak się później okaże, jeden z największych przebojów grupy). Poprzedni zespół Chadwicka, glam-rockowy Kingdoms, nie odniósł większego sukcesu. Przełomem okazał się koncert w Electric Balroom w Londynie, kiedy na scenie grali The Jesus And Mary Chain, podopieczni McGee. Po tym żywiołowym spektaklu, którego widzem był Chadwick, zapadła decyzja: musi stworzyć zupełnie nowy zespół, mający podobną dawkę energii, co oglądana przez niego grupa. Umieścił krótkie ogłoszenie w Melody Maker, werbując w ten sposób Terry'ego Bickersa, Chrisa Groothuizena i Andreę Heukamp. Do składu dołączył jeszcze kolega Guy'a, Pete Evans grający na perkusji. Nazwa zespołu pochodzi od wydanej w 1954 roku książki A Spy In the House of Love, francuskiej pisarki Anaïs Nin. O ile z nazwą zespołu nie wiążą się żadne dodatkowe historie, to już sposób w jaki podpisali kontrakt z legendarną wytwórnią Creation, został podkoloryzowany przez żyjące własnym życiem historie i legendy. Chadwick miał ponoć nękać telefonicznie McGee i wysyłać wiele taśm, nie dając za wygraną. McGee nie był zachwycony ich muzyką, ale żona Yvonne przekonała go, że Shine On to nie przypadek, nie mogli go nagrać drugorzędni muzycy. To, co ostatecznie przypieczętowało kontrakt z wytwórnią to żywiołowe koncerty, które były głównym atutem The House of Love. McGee nie miał wyjścia i podpisał z nimi umowę, która za niecały rok da mu kilkanaście tysięcy sprzedanych płyt.

Nagrany w tydzień, debiut przysporzył grupie kolejnych fanów, płyta była numerem jeden w wielu europejskich krajach, zaczęto nawet mówić o narodzinach nowego duetu, który ma szansę zastąpić uwielbianą przez Brytyjczyków dwójkę Marr-Morissey; Chadwick studził te opinie: (...) I don't want to be Morissey. I don't want to be a figurehead. If that's people expect, they're gonna be very disappointed. Wokalista grupy nie zamierzał także wcielać się w rolę "nowego" Bono czy Jima Kerra. Z kolei Bickersa postrzegano jako jednego z najlepszych gitarzystów swojego pokolenia. W końcoworocznym podsumowaniu roku 1988, Melody Maker umieściło ich dwa single w pierwszej dziesiątce (Christine - 7, Destroy the Heart – 5). Their debut album has just passed the 60,000 sales mark in Britain. NME wzięło ich na okładkę, a John Peel ogłosił ich utwór, Destroy the Heart, singlem roku. I wtedy zaczęły się problemy.  

Stories of alcohol and drugs that make Oasis look tame were being printed each week. Terry Bickers was burning money backstage whilst Guy was smashing up his favourite guitar. The hedonism was getting the better of the band whilst the recording of the second album dragged on. New producers were hired and fired. 




Jedna zła decyzja, mianowicie porzucenie wytwórni Creation dla oferującej większą kwotę pieniędzy Fontany Rec., należącej do Universal Music, spowodowało szereg kolejnych upadków. Jak to zwykle bywa, wielka wytwórnia żądała przebojów, nagrywanie następcy The House of Love niemiłosiernie się przeciągało (18 miesięcy), pojawiły się narkotyki i alkohol, w oparach uzależnienia i hedonizmu, dwóch megalomanów rozpędziło The House of Love w niebezpieczny rejon. Nie wytrzymał tego Bickers, który wpadł w głęboką depresję, chciał podobno popełnić samobójstwo, i w końcu, w niecodziennych okolicznościach, opuścił zespół. 

There's a story to do with Bickers, taken from the sour end of his time with The House Of Love  about him sitting in the back of the tour bus burning five pound notes and screaming "Breadhead!" at singer Guy Chadwick. Shortly afterwards he was thrown out. Members of the entourage thought he'd finally lost it.

Dom Miłości zaczął się rozpadać jak domek z kart.

The House of Love nagrało bez Bickersa jeszcze dwa albumy, po czym zamilkło na ponad dekadę. Bickers zaraz po odejściu założył obiecujący zespół Levitation, ale przygoda z nim skończyła się równie szybko, co zaczęła. Podczas jednego z koncertów, Bickers po prostu zszedł ze sceny i już do zespołu nie wrócił. Później współpracował z wieloma muzykami m.in. Petem Fijałkowskim z Adorable czy z Julianem Swalesem, kolejnym gitarowym "bogiem", z Kitchens of Distinction. Chadwick po zawieszeniu działalności przez The House of Love w 1993r., wziął sobie wolne i trzy lata później rozpoczął karierę solową, dokumentując ją albumem Lazy Soft and Slow z 1998 roku. Lecz to nie było to...

Bickers i Chadwick, po latach ciszy, spotkali się na początku poprzedniej dekady za przyczyną ich dawnego menedżera, Micka Griffithsa, i doszli do kilku konstatacji. Zażegnali dawne spory, zrozumieli własne błędy i podjęli decyzję, że reaktywują The House of Love w oryginalnym składzie, oczywiście, na tyle, na ile będzie to możliwe, pytając o zdanie pozostałych członków dawnej ekipy. W 2005 roku zespół wyruszył w trasę koncertową promującą ich nowy album - Days Run Away. Ciągle nagrywają nowe piosenki, ale to koncerty są ich żywiołem! W Katowicach nie zabraknie oczywiście przebojów - klasyków, dlatego poniżej lista dziesięciu utworów, które chciałbym usłyszeć w Dolinie Trzech Stawów. 

TRACK LIST, THE HOUSE OF LOVE, 4TH AUGUST, POLAND

1. CHRISTINE
2. MAN TO CHILD
3. SALOME
4. LOVE IN A CAR
5. SHINE ON
6. HANNAH
7. FEEL
8. DESTROY THE HEART
9. HIGH IN YOUR FACE
10. GIRL WITH THE LONELIEST EYES


THE HOUSE OF LOVE - 4 SIERPNIA, SCENA TRÓJKI, 22-23, OFF FESTIVAL 2012


P.S. Gdyby w, odległej lub nie, przyszłości Rojkowi udało się ściągnąć na OFF-a Kitchens of Distinction, to postawiłbym mu pomnik. Wiem, że KOD już nie istnieją, ale może reaktywacja na jeden jedyny koncert? W Polsce? Wiem, że Artur jest ich wielkim fanem, a Adidas ogłaszał w swoich telewizyjnych reklamach, że impossible is nothing, więc...

poniedziałek, 2 lipca 2012

6 łyków lemoniady

Nie wiem jak wy, ale ja nienawidzę takiej pogody. Temperatura wzrosła, homeopatom współczuję, alergikom również. Trzydzieści stopni w cieniu, cieszące się dzieci, zimne napoje, skąpo ubrane brudne kobiety i ja. Chyba nie może być gorzej. W wyniku parowania myśli, w mojej głowie ostało się niewiele skrawków niematerialnych pomysłów, jeden z nich krążący po orbicie dawno przeze mnie nieodwiedzanej, zbliżającej się zazwyczaj w ciepłe miesiące, czyli kilka wieści wtórnych z chillwave'u. 6 łyków lemoniady zrobionej na bazie źródlanej, czilłejlowej wody wypływającej z Appalachów, z najstarszego polskiego miasta, z paryskich studzienek czy z niezwykle rzadkiego cieku wodnego w Des Moines. 

SLOSLYLOVE - Secret Dreams [EP]

Za Sloslylove ukrywa się niejaki Feng Meng Vue, który chciałby wprowadzenia niekończącego się lata. Poroniony pomysł, ale jego muzyka, kogel-mogel electro, chillwave'u i glo-fi, idealnie nadaje się na letnie wieczory, gdy odpoczywamy nad wodą, czy w domowym zaciszu próbujemy skonsumować partnera w sposób, który musi pozostać naszym sekretem. Piękna EP-ka. 



ALMA ELSTE - Savour Kindness [EP]

Ciekawy, francuski projekt Alma Elste, którego Savour Kindness polubią osoby szukające w chillwavie nie chillwave'u. Nie ma tu szlagwortów, tanecznych petard, panuje nieco dziwna atmosfera, którą wspomagają akustyczne ozdobniki, zapętlone motywy i równie symptomatyczne zdjęcie Augustina Delloye. Sprawdzić koniecznie utwór Julian. Summa cum laude, polecam. 



wind FOREST - Projected Fears

23-letni mieszkaniec Holt, w stanie Michigan, Garett Pierre Rogers przyznaje się, że pomagają mu Beach House, Youth Lagoon i Mount Eerie. Wożąc się starym Studebakerem (w rzeczywistości jeździ jeepem, ale to mój sen) nie odczuwając z tego powodu sromoty, słucha tego, co udało mu się stworzyć w swoim pokoju. Z szóstki prezentowanych tutaj wydawnictw, Projected Fears jest najbardziej oniryczny, marzycielski, dream popowy. Rogers powołał do życia, również jednoosobowy, zespół Prince Ashitaka, skręcający w stronę ambientu (raczej nie warto zaprzątać sobie nim głowy).



WHITE FLASHES - White Flashes

Zawoalowane przez trójwymiarowe wizje White Flashes to dzieło Dustina (Dstn), mieszkańca upalnego Des Moines. W krótkim info dowiadujemy się, że White Flashes powstało, by eksplorować muzykę Briana Eno, i do jego dźwięków dorzucić parę marzycielskich wokali, wpływy krautu i popu. 



HAZY MOUNTAINS - Lapis Lazuli [EP]

Julian Prott powraca z kolejną EP-ką. Lapis Lazuli nie jest może aż tak lazurowe jak głosi tytuł, ale chillwave to zacny. Słychać tu Washed Out (Cowering Sound), Boy Friend (Reach Out) i całą gamę ciepłych dźwięków ostentacyjnie przylepiających się do słuchu. Hazy Mountains jest także faworytem do nagrody: okładka lata 2012. 



DANIEL SPANIELAK - Memories [EP]

Daniel Spanielak nie nagrywa chillwave'u, ale jego gitarowe kompozycje, które mienią się na Memories, i tak chwytają mnie swymi nostalgicznymi łapskami do tego stopnia, że znów mam ochotę obalić kolejnego szprycera. EP-ka Memories to siedem kompozycji, w tym Tell me, duet z Adą Nowak, w pewnym momencie zbliżających się do minimalizmu The XX, brzmiących bardzo lo-fi, a całość jest do ściągnięcia tutaj