niedziela, 24 lutego 2013

Mitch & Sweden



Polski Mitch niechaj śpi spokojnie. Mitch Murder działa w Szwecji, a trajektoria jego zainteresowań znacząco różnią się od tych słowiańskich. Ludziom ze Skandynawii zarzuca się, że mają kamienne twarze, zupełnie jak Buster Keaton - uśmiechu nie uraczysz, a to wszystko przez ten chłodny klimat. Pewnie dlatego tak świetnie radzą sobie w muzyce odhumanizowanej, elektronicznej, wyzutej z emocji. Johan Bengtsson bardzo lubi Sally Shapiro - z wzajemnością. This Is Now ma już swoje lata, lecz słucha się jej raz-dwa. Przecież to tylko trzy instrumentalne utwory, więc jakżeby inaczej. Synth pop, electro, dance - nazywajcie te utwory jak chcecie. Remember When moim faworytem jest i basta! Przez tego mordercę aż mi się zachciało obejrzeć Policjantów z Miami. I can feel it coming in the air tonight...

sobota, 23 lutego 2013

Coctail Party - Grudzień/Styczeń


Efekt cocktail party - zjawisko to umożliwia skupienie się na jednym sygnale wyodrębnionym w środowisku akustycznym, przy zachowaniu możliwości odbioru pozostałych dźwięków pochodzących z wielu źródeł o różnej lokalizacji.

Nie publikuję zbyt wielu postów, ale myślę, że niedługo się to zmieni. Nadchodzi czas, kiedy wszystko inne będzie musiało zostać odłożone na bok, z wyjątkiem bloga. Także nie róbcie dziwnej miny, tylko bierzcie się za czytanie i słuchanie. Aktualne wydanie Coctail Party jest pisane z pozycji muzycznego laika. Jak większość. Strzała!

Kelis - Trick Me

Wiła wianki i wrzucała je do falującej wody... Singiel Amerykanki znają właściwie wszyscy, którzy słuchają radia - nawet ci, którzy używają do tej czynności jednego ucha. Trick Me było wielkim przebojem w Europie (trochę mniej docenionym w USA), a mnie ciągle kojarzy się z pewnym opowiadaniem Etgara Kereta (żadnych wskazówek) - słyszałem go (albo jego podróbę) w reklamie, ale nie pamiętam jakiej (czekam na wskazówki; mogę się wymienić swoimi). Kelis to też jedna z najbardziej urodziwych piosenkarek z pogranicza popu i r&b, co oczywiście w ogóle nie rzutuje na jej dokonania artystyczne :)



Simply Red - Holding Back The Years

Dla jednych Simply Red będzie z pewnością synonimem obciachu, a potwierdzeniem tego będzie zdobyty przez brytyjski zespół Złoty Słowik za całokształt twórczości na 42. Festiwalu w Sopocie. Trochę jest w tym racji, bo późniejsze dokonania tej grupy, zakończone rozwiązaniem tego kramu w 2010 roku, miały się nijak do pierwszych albumów - myślę oczywiście o debiucie Picture Book i największym kasowym sukcesie Stars. Holding Back The Years idealnie wpisuje się w sophisti-pop, który uwielbiam. Plus charakterystyczny wokal Hucknalla, czyli Reda, nie do pomylenia z nikim innym. Struktura tej kompozycji po prostu mnie zawstydza.


Prefab Sprout - Radio Love

Wiadomo: Steve McQueen, From Langley Park To Memphis - to klasyka brytyjskiej muzyki lat 80. Ich wczesnemu obliczu, czyli singlowi Lions in My Own Garden/Radio Love przyjrzałem się niedawno i rychło się w tych dźwiękach zakochałem. Z biegiem czasu coraz bardziej do gustu przypadają mi te pierwsze nagrania Prefab Sprout. Prostota tych piosenek i zniewalająca przebojowość potwierdza, że Paddy McAloon jest geniuszem. Niedocenionym geniuszem.


OMC - How Bizarre

How Bizarre - utwór, który został przebojem. Przypomina stare, dobre czasy, bez troski o pieniądze, pracę, uwagę i sukces. Lekkość z jaką ta piosenka płynie przez te niepełne cztery minuty, daje mi do zrozumienia, że How Bizarre należy się czołowe miejsce w zestawieniu najlepszych singli lat 90. Zespół z one-hit wonder,  ale lepiej posiadać jedno takie cudo niż setkę mało znaczących. A dziś? Nie ma niewinności, nie ma też Pauly'ego Fuemana. Dziwne to wszystko...


The Wake - Crush the Flowers

Brytyjskie trio, a później kwartet, miało przez jakiś czas w swoim składzie Bobby'ego Gillespie, grającego na basie; przez kilka kwadransów liczonych jak lata ziemskie grali post-punk, by w końcu rozjaśnić nieco oblicze i zmienić rzemiosło na indie i jangle. Crush the Flowers zostało wydane w wytwórni Sarah Records, czyli u specjalistów w wyżej wymienionych gatunkach - do tej samej szkoły chodzili The Field Mice. Mam ochotę skakać jak Spring Heeled Jack!


Quiltland - Days

Ta pani grała w Polsce prawie cztery lata temu. Pewnie nikt o tym nie pamięta. Hmm, w ogóle ktoś ją kojarzy? Pląta się wokół AMDISCS, generuje dźwięki mgliste, dream-popowe i mieszka w Sztokholmie. Na imię jej Frida, zna Salmę Hayek, lecz nie jest do niej podobna. Days - ciekawy przypadek, na który chorowałem przez prawie tydzień, mało szkodliwy dla organizmu, dzięki czemu równie łatwo się go pozbyć. Na trzy razy!


Hanetration - Nae Troth EP

Nie daje mi spokoju ten tajemniczy osobnik. Na najnowszej EP-ce odkłada na bok te wszystkie glitche znane z dwóch poprzednich wydawnictw i koncentruje się wyzwoleniu ambientu i pierwiastka drone. Gdybyście mi włączyli którykolwiek z utworów Brytyjczyka, to mogę się założyć o stówę - od razu bym go poznał - muzyka przez niego tworzona jest bardzo charakterystyczna i ... super, że w nowy rok Hanetration wchodzi z nowym, wciąż trzymającym poziom, utworem.



David Bowie & Pat Metheny - This Is Not America

Bowie jako lampa dekoracyjna sprawdza się w 100%. Niedługo dostępna w sklepach detalicznych.


Fluorescent Heights - Day

Dobranoc życzy Constellation Tatsu. 

sobota, 16 lutego 2013

Millionyoung - Variable



Szybko mija czas. Trzy lata, jeżeli dobrze liczę, od momentu usłyszenia pierwszego utworu Mike'a Diaza, Cynthia, zamieszczonego na "miękkiej" EP-ce Be So True. Muszę się bez bicia przyznać, że wcale nie czekałem na tę płytę. Ta obojętność wynika: po pierwsze - z rozczarowania debiutem. Replicants, mimo kilku niezłych piosenek (tytułowa, On & On), jako całość było przewidywalne i wtórne; po drugie - nie oszukujmy się, Diaz "płynął" na fali chillwave'u, która opanowała wtedy internet, a dziś ta gorączka się wypaliła i nikogo nie "rusza" już kolejny artysta tworzący brzmienia w tej stylistyce. Millionyoung, na szczęście, kierował się w kilka stron -  do swojej muzyki przemycał też pierwiastki dance'u czy funku. I to go właśnie ratuje. Momentami...

Warto posłuchać: Lovin, Reciprocal, Everyday

czwartek, 7 lutego 2013

Tłusty Czwartek, czyli wzrost kalorii spowodowany poezją



Sylvia Plath 

Owce we mgle

tłumaczenie: Maria Korusiewicz


Wzgórza wstępują w biel.
Ludzie czy też gwiazdy
Patrzą na mnie smutno, z rozczarowaniem.

Pociąg pozostawia za sobą linię tchu.
O, powolny
Koniu koloru rdzy,

Kopyta, dudniące dzwony - 
Przez cały ranek
Ranek ciemniał,

Opuszczony kwiat.
Moje kości podtrzymują ciszę, odległe
Pola topią moje serce.

Grożą, że
Zaprowadzą mnie w niebo
Bezgwiezdne i sieroce, w ciemną wodę. 

poniedziałek, 4 lutego 2013

Lapis Lazuli



Matthew Barlow zbiera dźwięki zamaszystym ruchem, łapiąc za jednym zamachem przejeżdżający pociąg, śpiew ptaków, rozmowy niezidentyfikowanych obiektów chodzących. Ogólnie rzecz biorąc - nic nowego. Tego typu muzyki mamy w brud. I gdyby nie Sun Showers to nawet bym o mieszkańcu Asheville nie pisał. Poprzednie wydawnictwa zarażone są przeciętnością, czyli najgorszą chorobą z możliwych do złapania. Lecz obie strony kasety Sun Showers wydanej własnym sumptem, nagranej w domu, gdzieś w pobliżu Biltmore Estate, to przyjemne pół godziny field recordingu połączonego z akustyczno-ambientowymi dźwiękami wydobywającymi się z ciszy.